9 gru 2016

Park Ocalałych w Łodzi


      Do Łodzi. Ja muszę do Łodzi, do manufaktury, obejrzeć murale, zobaczyć miasto, napisać coś o Żydach... zedrzeć nogi na spacerze i tak dalej. 
Tymczasem dzwoni budzik życia i sen się urywa.
Zamiast dłuższego pobytu udaje się wynegocjować jeden (słownie 1) dzień w tym pięknym mieście. Jak mówi ludowe przysłowie: jak ktoś ma pecha to i w bananie pestkę znajdzie, bo w dniu mojego wyjazdu... lał deszcz. Kto próbował fotografować lustrzanką trzymając nad sobą parasol ten zrozumie jaka ze mnie desperatka.


No skoro pada, to ja do Manufaktury pojadę. Mąż kluczy dziwnymi uliczkami, a tu nagle mignęły mi kolorowe szmaty na sznurkach, na szybko zapamiętuję adres (może tu trafię).
Poniżej na zdjęciu fragment Manufaktury, centrum kulturalno-handlowe mieszczące się na terenach dawnej fabryki Izraela Poznańskiego, jednego z największych fabrykantów łódzkich.

(Strasznie długo później i wiele monet dalej) odnalazłam kolorowe sznurki na Starym Rynku. Dziwną instalację "Wstążki" zawdzięczamy Jerzemu Janiszewskiemu, autorowi m.in. logo Solidarności i Sejmu. 
Przestało padać, zaczyna wiać.


Dopiero robiąc zdjęcie, nie wiem czy bardziej rowerom czy mapie miasta, zauważam litery na chodniku.

W książce "Pamiętnik Mary Berg" -relacja o dorastaniu w warszawskim getcie,
 którą aktualnie czytam, pod datą
 2 marca  1940 
zapisano:
Wydaje się,że sytuacja w Łodzi jest jeszcze gorsza niż tutaj(...) Oficjalnie utworzono tam getto, a jej rodzina zdołała wydostać się w ostatniej chwili, przekupiwszy gestapowców dobrymi, amerykańskimi dolarami. Przeprowadzka Żydów łódzkich do getta przerodziła się w masakrę. Niemcy rozkazali im zebrać się o wyznaczonej godzinie jedynie z dwudziestokilogramowym bagażem na osobę(...) Przekształcona w getto dzielnica Lodzi to jedna z najbiedniejszych i najstarszych części miasta; przeważają w niej małe, drewniane budynki bez elektryczności oraz sieci wodno-kanalizacyjnej, dawniej zamieszkiwane przez biednych tkaczy. Mogą pomieścić zaledwie kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców, lecz Niemcy stłoczyli tam już trzysta tysięcy Żydów.

Ostateczne zamknięcie i ścisłe odizolowanie getta od reszty miasta nastąpiło 30 kwietnia 1940 roku. Łódź nosiła już wówczas nową nazwę Litzmannstadt, od nazwiska generała Karla von Litzmanna, dowodzącego armią niemiecką w czasie bitwy pod Łodzią w 1914 roku, późniejszego zwolennika Hitlera. Jego śmierć w 1936 roku Führer uczcił z wielkimi honorami.  Litzmannstadt getto powstało na terenie Bałut i na Starym Mieście.

Likwidacja łódzkiego getta rozpoczęła się 23 czerwca 1944 roku. Do 14 lipca hitlerowcy wywieźli do Chełmna nad Nerem ponad 7 tys. osób. Od 9 do 29 sierpnia około 70 tys. Żydów wywieziono do Oświęcimia-Brzezinki.  


Tymczasem w planach nie starczyło miejsca na "spacerownik" śladami Żydów łódzkich, no trudno zostawiam to na inną okazję :( Zaczyna padać, co to pora deszczowa czy jak?Uciekam z centrum a mąż właśnie zwija się z jednego parku, spotkamy się przy mniej ruchliwej uliczce.
Przy okazji trafiam na mural :)


I odnajduję pomnik 


A po drugiej stronie ulicy trafiam na:


I co ja mam zrobić, jak to zostawić??? W życiu nie byłam w Łodzi i od pierwszego kopa trafiam właśnie tutaj. Fatum jakieś, przeznaczenie?


Znajdujemy się w najmłodszym parku w Łodzi, mieści się pomiędzy ul. Wojska Polskiego a ogródkami działkowymi przy ul. Źródłowej. Powstał ku czci osób ocalałych z istniejącego w czasie II wojny światowej łódzkiego getta.

Historia zaczyna się od uroczystego posadzenia drzewek pamięci przez Ocalałych, w 60 rocznicę likwidacji Litzmannstadt Ghetto na terenie graniczącym z jego obszarem. Pomysłodawczynią tej idei była jedna z ocalonych - pani Halina Elczewska. 

www.centrumdialogu.com/park-ocalalych

W środkowej części parku znajduje się budynek - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana.



Przy jednej z alei w parku, otoczony przez pomniki przyrody, znajduje się pomnik-głaz. Głaz wydobyto w czasie robót a później wykorzystano do przytwierdzenia tablicy informacyjnej o założycielu , idei powstania parku, czasie powstania i pomysłodawczyni. Te same informacje, lecz w innych językach znajdują się na pozostałych tablicach.




 Projekt parku zakładał stworzenie jednej dużej grupy drzew, symbolizujących kolumnę ludzi prowadzonych na zagładę, dookoła masywu drzew miały się rozciągać puste błonia. Później zdecydowano o wzniesieniu Pomnika Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej.
  


Wśród posadzonych drzew znajdziemy  dęby, buki, klony, lipy, graby, sosny, świerki i modrzewie. Ogromna ich rozmaitość jest symbolem różnorodności osób, które je posadziły.




Mijając drzewka trafiamy na obelisk poświęcony Żegocie - organizacji zrzeszającej Polaków pomagającym Żydom w czasie II wojny Światowej. Na czarnym obelisku wyryto krótką historię o Żegocie w języku polskim, jidysz i angielskim. Pomnik odsłonięto w czasie obchodów 65 rocznicy likwidacji getta.



Przed nami znajduje się  Pomnik Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej.


W projekcie zawarte zostały symbole narodu żydowskiego, gwiazda Dawida oraz polskiego - orzeł wznoszący się do lotu.
Tymczasem,  pierwsze co rzuca się w oczy to te nieszczęsne słupy energetyczne i blok z tyłu.

O ile, część z orłem jest całkowicie czytelna, natomiast gwiazdą Dawida już mniej.
Te szare ściany, na których wiszą tablice z nazwiskami Polaków, upamiętnionych medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, tworzą gwiazdę i jest to widoczne jedynie z lotu ptaka. 



Projekt pomnika wykonał Czesław Bielecki. 




Taka konstrukcja pomnika pozwala zwiedzającym na swobodny dostęp do tabliczek.







Aleja im. Arnolda Mostowicza, łączy Pomnik z Kopcem Pamięci, wzgórzem o wysokości ośmiu metrów. Wzdłuż alei umieszczone są granitowe tablice z nazwiskami Ocalonych oraz numerami drzew.
Arnold Mostowicz urodził się w Łodzi, w latach 1932–1939 studiował medycynę w Tuluzie. Powrócił do Polski na krótko przed wybuchem II wojny światowej. W trakcie oblężenia Warszawy pracował w Szpitalu Dzieciątka Jezus. Po zdobyciu stolicy przez wojska niemieckie, w październiku 1939 roku wrócił do Łodzi, gdzie został przesiedlony do łódzkiego getta. Tam przez 4 lata pracował jako lekarz w szpitalu zakaźnym i w pogotowiu. Po likwidacji getta zesłany do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz. Po wojnie nie wrócił do medycyny, ale zajął się dziennikarstwem.[1]


Na Kopiec (o wys. 8 metrów) prowadzi wznosząca się łagodnie, okrążająca wzniesienie, żwirowa droga. Na platformie widokowej 19 sierpnia 2009 roku odsłonięto pomnik Jana Karskiego.





Na koniec brama cmentarza żydowskiego w Łodzi, ale to już zupełnie inna historia. Teraz to dopiero się rozpadało :(


6 gru 2016

Między Bartkiem a hutą

     Każda "duża" wyprawa ma swój najważniejszy punkt, miejsce wokół którego kręci się nasz świat. Mój mąż postanowił uparł się, że w tym roku zobaczy jak wygląda dąb Bartek. Zgadzam się nie wiedząc co robię i na papierze powstaje plan, spory, bo do celu mamy jakieś 500 kilometrów. 
Na etapie planowania z wycieczki robi się wyprawa, po kilku dniach  zastanawiam się nad przeprowadzką a mąż nad wydębieniem dłuższego urlopu. Tworzą się absurdalne listy miejsc, których bez teleportu zrealizować się nie da jeszcze trzeba jeść i spać. W końcu udaje się wybrać najciekawsze elementy i zawęzić obszar zwiedzania do terenu, który zdołamy udźwignąć fizycznie i finansowo. 

Wstajemy wcześnie rano i jedziemy w kierunku Zagnańska. Odwiedzimy słynne drzewo, o którym przez wiele lat myślałam,że jest najstarszym drzewem w Polsce. Dziś specjaliści nie są zgodni czy dąb ma 600 lat czy 1000, nie ma to większego znaczenia gdyż najstarsze drzewo ma 1500 lat i rośnie na Dolnym Śląsku. Po więcej informacji zapraszam do specjalisty od pomników przyrody.


Na pierwszy rzut oka widać,że dąb ma dwoje lata a wrażenie potęgują metalowe tyki podtrzymujące konary.  Bliski nam dąb Chrobry, oceniany na ponad 750 lat, ma zupełnie inną budowę, jest wysoki i  nie jest tak rozgałęziony.


W roku 1906 podczas napadu na Urząd Nadleśnictwa podpalono budynki gospodarcze i płomienie niesione wiatrem uszkodziły Bartka od wschodu. Powstała dziupla, którą uzupełniono cementem a wiele lat później żywicą i nakryto płatami kory. W 1991 roku piorun zerwał z pnia drzewa dwa pasy kory i spowodował zapalenie drewnianej plomby. W celu dalszej ochrony drzewa, w 1997 roku założono nowe teleskopowe podpory  z metalu z gumowymi podkładami.



Tu rozpoczynały się różne trasy przyrodnicze, jednak dla mnie średnio ciekawe. Wszystko się zmieniło gdy na skrzyżowaniu dostrzegłam ruiny czegoś i drogowskaz. Przez kilka minut trwała batalia bo czas cenniejszy od złota o zatrzymanie się.
Wygrałam.
W drodze powrotnej  wykorzystamy to miejsce na postój.



No i powiedzcie sami, czy nie jest pięknie?? W miejscu, z którego robię zdjęcie znajduje się wiata z ławeczkami, trawka jest przystrzyżona; aż chce się rozbić namiot i wypoczywać. Dopiero teraz idziemy czytać tabliczkę i okazuje się, że trafiliśmy na ruiny huty Józef.


Nie będę udawać, że znam się na dawnych hutach i procesie produkcji, przy wjeździe znajduje się duża tablica z opisem poszczególnych budynków i krótkim rysem historycznym.
Chcę pokazać, że zabezpieczone ruiny cieszą oko i stały się atrakcyjnymi obiektami, przy których warto zatrzymać się na dłużej. 
Parking i zwiedzanie są bezpłatne.
Szczegółowy opis pochodzi ze strony swietokrzyskie.org.pl



Pierwsze pisemne wzmianki o kuźnicy pochodzą z 1584 roku, kiedy to starosta kielecki Wawrzyniec Ciesielski nabył ją od Michała Niedźwiedzia, który dzierżawił ją od biskupa krakowskiego Filipa Padniewskiego. 10 lat później, za zgodą biskupa Radziwiłła, Cieselski odstąpił ją w dzierżawę Łukaszowi Samsonowi, jego żonie Helenie i synowi Janowi za 100 grzywien i czynsz. Od nazwiska rodziny Samsonów kuźnicę zaczęto nazywać samsonowską, a wkrótce całą osadę nazywano Samsonowem.[1]


W roku 1789 dokonano przeglądu dóbr na tym terenie i według  spisu we wsi Samsonów istniało 26 domów zamieszkanych przez mężczyzn 59, białogłów 49. Przy wielki piecu pracowali Juliusz Zamaryka – szychtarz, Tomasz Białek, Mateusz Polus i Łukasz Zamaryka, a majstrem był Konrad Kazimierz. Lustracja wymienia także karczmę z pokojami gościnnymi i stajniami oraz dwór. Zakład czynny był 36 tygodni w roku i wyrabiano w nim oprócz uzbrojenia lemiesze, radlice, garnki, kotły, sochy do wiatraków, kowadła, siekiery oraz żelazo budowlane w sztabach. W okresie wojen napoleońskich intensywnie produkowano tu kule armatnie, których w ciągu kilku miesięcy roku 1809 wyprodukowano ponad 11 tysięcy sztuk.[1]
W latach 1818 – 1822 w ramach planu uprzemysłowienia Królestwa Polskiego w Samsonowie rozpoczęto budowę nowego zakładu wielkopiecowego, huty „Józefa” – kilkaset metrów na południe od dawnego zakładu hutniczego. Budowniczym był Bogusław Szmidt, a kamień węgielny wmurował namiestnik Królestwa Kongresowego generał Józef Zajączek. Obok wielkiego pieca zbudowano skład żelaza i rudy, węgielnię oraz murowane domy dla pracowników. Nowa lokalizacja w pewnej odległości od rzeki wymusiła budowę kanału – częściowo zasklepionego, którym płynęła woda napędzająca koło wodne, dzięki któremu na wieżę gichtociągową wciągano wózki z wsadem węgla, rudy i topnika. Obsługę stanowił majster, 2 – 3 smelcerzy i gichciarze, którzy zsypywali do pieca wsad. Piec opalany był węglem i dawał około 800 ton surówki rocznie. Wszystkie urządzenia początkowo napędzane były wodą, a od 1829 roku maszyną parową.[1]


Od 1847 roku zakład był własnością Rządowego Górnictwa Krajowego. Podczas powstania styczniowego 1863 - 1864 w Samsonowie produkowano broń dla powstańców, za co Rosjanie 6 czerwca 1866 roku wzniecili pożar, który spowodował ogromne zniszczenie i zamknięcie zakładu. 

Podczas I Wojny Światowej wojska austriackie zniszczyły częściowo ocalałą z pożaru wieżę gichtociągową i wysadzili niektóre z zabudowań zakładu. 28 lipca 1922 roku od Ministerstwa Przemysłu i Handlu Andrzej Kondrak i Józef Kozłowski zakupili za 8 milionów marek „majątek górniczy Samsonów rozległość 51 mórg. 
Po drugiej wojnie światowej zwrócono uwagę na  zabytkową wartość pozostałości zespołu wielkopiecowego w Samsonowie(...) i zapobieżenie ich rozbiórce na materiał budowlany przez okolicznych mieszkańców.




Ruiny wielkiego pieca w Samsonowie są zaliczane do grupy cenniejszych z punktu widzenia naukowego, obiektów zabytkowych na terenie kraju.  W roku 1958 - w dniach od 15 do 18 października - na zlecenie Muzeum Techniki NOT w Warszawie przeprowadzone zostały w Samsonowie prace badawcze przy wielkim piecu. Brali w nich udział starsi asystenci Katedry Historii Techniki i Nauk Technicznych Akademii Górniczo Hutniczej w Krakowie oraz przedstawiciel Muzeum. W 1976 roku ruiny od córki Józefa Ferta - Modesty Czmuchowskiej - wykupił Wojewódzki Konserwator Zabytków w Kielcach.

W roku 1987 obiekt ogrodzono, a w latach 1981 - 1983 wykonano prace konserwatorskie - uzupełniono ubytki koron murów, udrożniono kanał wodny, wybrukowano podłoża i wykonano komin wentylacyjny - dzięki którym możemy dziś podziwiać zabytek w formie trwałej ruiny.















1.Po więcej informacji zapraszam na stronę: swietokrzyskie.org.pl