A co mi tam i tak nie miałam nic lepszego do roboty. Powierciłam mężowi dziurę w brzuchu i pomimo nieciekawej pogody pojechaliśmy do Lubomierza. Później mąż trochę marudził bo nie ze swojej woli wziął udział w paradzie. Wlókł się 5 km/h w stronę Gryfowa :) za całą kawalkadą powozów.
Wybiła 11.30 i gdzieś tam z parkingu wyjechały powozy. Mój mąż zrobił taką oto fotkę...
A to już relacja z rynku. Z przodu konie ... w tle piękny Lubomierz.
Zapraszam :)


