12 lip 2016

Nieistniejąca wieś Klucznik



   Klucznik( Kleuschnitz),to nieistniejąca wieś na terenie Łambinowic (powiat nyski, woj. opolskie).
W 1933 roku zarejestrowano tu 407 mieszkańców, natomiast w 1939 było ich już 428.
W całym okręgu niemodlińskim w 1939 roku naliczono 40 tyś. 340 mieszkańców.  Ewangelików było 11.231, katolików 28.868, 20 osób było wyznania innego oraz 96 Żydów. 

  Po wojnie zamieszkali tu polscy przesiedleńcy, ale nie przebywali tu długo. Wojsko postanowiło rozbudować poligon i wioskę wysiedlono. Domy zostały rozebrane w latach 50 a cegły pojechały na odbudowę Warszawy.  Kilka lat temu poligon został zamknięty a teren przekazano Agencji Mienia Wojskowego, 680 hektarów gruntów wystawiono na sprzedaż.

  Podczas przeglądania starych pocztówek widać,że we wsi były 2 kościoły (katolicki i ewangelicki), szkoła ewangelicka i katolicka, całkiem spory sklep p.Schuppa oraz jego dom, zajazd (Gasthaus) Hentschkera, drugi "Gasthaus zum Deutschen Hause", czyli "Zajazd pod Niemieckim Domem". Jego właścicielem był Karl Hilger (później Brodkorb). Do szkoły chodziło tu 98 dzieci. Taki opis uzmysławia nam, że to nie mogła być malutka wioseczka tylko dobrze prosperująca wieś; wystarczy spojrzeć jak wyglądają domy na trzeciej fotografii! 




Dawna mapa z 1938 roku i dla porównania mapa wojskowa z 1986, na której po wiosce nie został nawet ślad. 
1938r.
1986r.
I zbliżenie na samą wieś


W części południowej natrafiamy na pozostałości budowli poligonowych.
Warunki drogowe były bardzo trudne- błoto, dużo wody, kamienie i chaszcze; trzeba mieć na uwadze,że to teren po poligonie i różne kwiatki siedzą w ziemi.




Wracamy na lepsze "drogi" i udajemy się w kierunku drzew. 


Oglądałam starsze zdjęcia z Klucznik i tam widać mnóstwo drzew, samosiejek i wysokich krzaków. Tymczasem my zastajemy tylko krzaki i niewysokie samosiejki. Mąż szukał ciekawych okazów drzew i żadnego nie znalazł; za to internecie jest informacja, że w 2014  teren został wykarczowany.  Po czasie stwierdziłam,że wszystko co zielone przycięto nad ziemią i na pniach pojawiły się odrosty oraz pędy jeżyn, koszmar turysty.

http://eksploratorzy.com.pl/
Gdzieś tam nad trawami widać zarys budynku i to do niego właśnie jedziemy, po drodze mijając niewielkie pozostałości budowli poligonowych.



Jedyny ocalały budynek dawnego folwarku kryje w sobie małą niespodziankę. Dzieli się wyraźnie na dwie części: nową i starą.  Podobno hodowano tu konie oraz buhaje, słynne w okolicy i pokazywane na wystawach.








Brama jest punktem charakterystycznym dla dawnego kościoła ewangelickiego oraz cmentarza. Nie daliśmy rady przedrzeć się przez roślinność. 
Czego właściwie tu szukać? Większych kamieni i pagórków porośniętych trawą, resztek cegieł oraz czerwieni klinkieru.



Na tej pocztówce widać oba kościoły. Księgi parafialne Klucznika zawierają się w latach 1699- 1955.


Wędrówka do części katolickiej (kierunek północny) grozi połamaniem nóg, ale znaleźliśmy sporo artefaktów, kamieniarkę, a nawet fragmenty płytek z podłogi kościoła.


















Jesteśmy na nasypie, z którego widać powierzchnię cmentarza. Widać kilka zachowanych krzyży i kamiennych płyt a nawet metalowy krzyż oraz Chrystusa, który dawniej był przybity do krzyża a teraz poniewiera się w krzakach. Groby są raczej puste; w jednej relacji przeczytałam, że mieszkańcy opuszczający wieś zabierali swoich zmarłych ze sobą.










Patrząc na to zdjęcie trudno uwierzyć, że kiedyś była to tętniąca życiem wieś.


W sierpniu 1945r. odkryto masowe groby jeńców radzieckich w pobliżu wsi Klucznik.
W okresie początkowych zwycięstw niemieckich na terenie ZSRR, kiedy W 1941 r. zaczęły przybywać do Łambinowic olbrzymie transporty jeńców radzieckich, prawie wszystkie miejsca przeznaczone dla nich w barakach były już zajęte przez jeńców innych narodowości. [...] utworzono w Łambinowicach nową część obozu pod gołym niebem, ogrodzoną drutem kolczastym. Tutaj właśnie umieszczono większość jeńców radzieckich. Był to w rzeczywistości obóz zagłady. Autor wspomnianego pamiętnika, Wincenty Paszkowski, tak o nim pisze: „Druga część — to obóz jeńców radzieckich, smród, brud i głód, padali więc z głodu jak muchy. W 1941—1942 r. wywożono 270 osób na dobę. Do furmanek zaprzęgano jeńców i wywożono trupy na pagórek koło Klucznika. Mogił nie sypano — kopano rowy i w poprzek układano ciała zupełnie nagie, jedne na drugich. Warstwy trupów przysypywano wapnem. Wożono tak od rana do wieczora przez dwa lata". „Zdarzało się, że grzebano razem ze zmarłymi żywych jeszcze ludzi, którzy kończyli życie, będąc już w grobie".[źródło]
A my jedziemy do Łambinowic po dalszy ciąg tej niełatwej historii.

3 komentarze:

  1. hic transit gloria mundi powie filozof a fizyk doda coś o entropii...

    OdpowiedzUsuń
  2. ...eh, przygnębiający widok, jest trochę w Polsce takich wsi, których już nie ma, w pobliżu mnie jest np. Marzęcin...nazwałam go wioska widmo...bo takaż jest...
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fascynująca, a zarazem smutna historia tej wsi.
    Chętnie bym się tam wybrała...
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń